Gry podwórkowe

Często zachodzimy w głowę, czym zająć dziecko, w co się bawić. Proste rzeczy najszybciej umykają naszej pamięci, ale jeśli zajrzymy w jej głąb, odnajdziemy dziesiątki, jeśli nie setki podwórkowych i domowych zabaw, które wypełniały nasze dzieciństwo. Dodajmy do tego nieograniczoną kreatywność naszych pociech i będziemy mieli ubaw po pachy przez cały dzień. Takie podwórkowe zabawy są najprostszą, najtańszą i najbardziej zwariowaną formą stymulacji rozwoju, profilaktyki rozwoju wad u dzieci oraz promocji zdrowia. Pieter Bruegel starszy w roku 1560 namalował obraz pt. „Zabawy dziecięce”, a na nim 78 zabaw, w tym wiele, które znamy do dzisiaj: ciuciubabkę, chodzenie na szczudłach, fajerkę… Skoro wtedy nie mieli z zabawami kłopotu, dlaczego my mielibyśmy go mieć?

Fajerka – ta zabawa powstała i z nudów, i z braku specjalnych zabawek, a jest najzwyczajniej prosta. Fajerka to część kuchni węglowej – to żeliwne kółko, które toczyło się pogrzebaczem lub kijem przed sobą. Taka zabawa wymaga szczególnych umiejętności. To fantastyczna stymulacja układu równowagi, sprawności ruchowej, precyzji, gibkości, koordynacji i organizacji ruchu, w końcu - orientacji w przestrzeni, planowania i kontroli ruchu, nie tylko własnego, również fajerki. Zamiast obręczy żeliwnej, dzisiaj możemy wykorzystać wiklinową, albo obręcz od roweru (rafki), albo po prostu obręcz do hula hop…

Hula-Hooooop - Dzięki tej prostej zabawie możemy kształtować nie tylko zgrabną sylwetkę dziecka i zająć je na wiele minut. To zabawa, przez niektórych traktowana już jako pasja i sport, która kształtuje plastyczność, koordynację, rytm i elegancję ruchu. To cudowna stymulacja świadomości i czucia ciała, orientacji w przestrzeni. Istnieją całe szkoły hula-hop, gdzie i dzieci, i dorośli ćwiczą się w kręceniu obręczą nie tylko wokół bioder, ale też szyi, ramion, nóg, w niezliczonych kombinacjach i układach. Podobno rekord kręcenia hula-hop został wyśrubowany do 72 godzin! A największa liczba obręczy, którymi ktoś kręcił za jednym razem to 105! Niezłe wyzwanie. I zdrowo, i na długie godziny.

Słup, rura i trzepak… Wszystkie te mniej lub bardziej zapomniane elementy podwórkowego krajobrazu powinny otrzymać specjalną nagrodę za promocję zdrowia naszych dzieci. Dzisiaj najpopularniejszą formą jest go-go, w której to dyscyplinie rozgrywane są już poważne zawody. Dlaczego? Bo to jedna z najbardziej wszechstronnych form doskonalenia sprawności, koordynacji, plastyczności, techniki i organizacji ruchu. Wystarczy dać dzieciakom samym wykombinować, jakie ekwilibrystyczne układy ruchowe można na takim sprzęcie realizować. A jeśli nie mają pomysłu, z pomocą przychodzi Internet. Nasza asysta przy tych mrożących krew w żyłach układach, jeśli już, konieczna jest tylko na początku takich zabaw.

Gra w gumę!, kto tego nie robił?! Co drugi rodzic słyszy, że jego dziecko ma koślawe stopy, kolana, że dziecko musi nosić buty z wkładką i ćwiczyć... W większości przypadków to zwykłe czepianie się lub niewiedza o normalnych, rozwojowych zmianach adaptacyjnych dynamicznie rosnącego ciała dziecka. Najlepszym sposobem pomocy w prawidłowym dojrzewaniu jest możliwie nieograniczony w czasie i przestrzeni różnorodny w swojej formie ruch! Dojrzewających stóp nie trzeba leczyć! Trzeba dać im „wycisk”. A najlepszą formą jest oczywiście… „gra w gumę”, gra w klasy, gra w szczura, a w końcu – skakanka! Wystarczy kilka metrów gumy, nogi krzesła, dwa drzewa lub choćby nogi kolegów i koleżanek. No i codziennie przynajmniej kwadrans czasu. Figur i zadań do wykonania zarówno w grze w gumę, jak i na skakance jest co niemiara. Kiedy dziecko ledwie jeszcze odrywa się od ziemi, guma może leżeć na niej. Naprawdę można się spocić, a przy okazji takie skakanie fantastycznie trenuje cały aparat mięśniowo-stawowy stóp, kolan, miednicy, całego ciała. Ćwiczymy skoczność, rytm, koordynację i planowanie ruchu. Skaczemy na różnych podłożach. Na początku mogą to być maty, ale później, trawa (super!), piasek, podłoga… każde, które zaakceptuje dziecko. Inną wersją jest szczur (przeskakiwanie przez kręcącą się wokół jednego z dzieci linę) lub jego niezliczone modyfikacje, np. dwie osoby trzymają w dłoniach końce liny, linki, kręcą nią, a trzecia osoba próbuje przez nią przeskakiwać, wolniej, szybciej, byle skutecznie.

Na koniec jedna z najbardziej doskonałych form kształtowania skoczności, aparatu mięśniowego i sprawności stóp, kolan i bioder – to trampolina! I nie tylko taka ogrodowa. Są też „domowe”. Korzyści z takiej zabawy są nieograniczone. Skoczność, orientacja w przestrzeni, równowaga, kontrola i koordynacja ruchu. Wspaniałe ćwiczenie dla aparatu mięśniowego, więzadłowego, stawowego. Rewelacyjnie kształtuje sprężystość, dynamikę, zgrabność i zwinność dzieciaków. Podobnie zresztą jak… „gra w Zośkę”!

„Zośką” bywa kulka papieru, kłębek włóczki, gumowe frędzle, woreczek wypełniony piaskiem. To może być cokolwiek, co można podbijać stopą, głową, kolanem, brzuchem, całym ciałem. Można w nią grać zespołowo, w samotności, w domu, na podwórku, na promie, w pociągu... Gra kształtuje każdą z możliwych cech motorycznych dziecka, nie mówiąc już o korzyściach dla układu równowagi, czucia, orientacji w przestrzeni. „Gra w gałę” niejedno ma imię i znamy ją wszyscy, dlatego dzisiaj tylko kilka słów o jej cudownej odmianie – grze „w gałę” balonem jednym albo balonami… np. dwudziestoma. Pełna śmiechu i niespodziewanych zwrotów sytuacji. Może to być równie dobrze balonowa odmiana „siatkówki” albo szczypiorniaka.

Jeśli na podwórku dzieci jest więcej, możemy zagrać w zbijaka. Inna, spokojniejsza zabawa to „pajęcza sieć”. Jedna osoba trzyma w ręku koniec włóczki i jej kłębek, wymyśla jakiś swój pseudonim albo nazwę zwierza, miasta, cokolwiek. Potem kłębek rzuca do innej osoby. Ta musi go złapać, powiedzieć swoją nazwę, a potem kłębek odrzucić do kolejnego dziecka. Dzieciaki stoją w różnych miejscach i dowolnie wybierają sobie do kogo odrzucić kłębek włóczki. I tak do oporu… Na koniec osoba rozpoczynająca grę zwija włóczkę, koniecznie powtarzając nazwy wymieniane przez kolejne dzieci.

Pomysłów na proste zabawy jest wiele: wyścig z piłeczką lub jajkiem (dla lubiących adrenalinę). Zabawa w kamienne posągi – to zwykły berek lub wspólny bieg, kiedy po dotknięciu lub danym haśle dzieci po kolei zamierają i nie ważą się ruszyć, bo przegrają. Wyścigi w workach; trzynogie stwory – kiedy „związujemy nogi stojących obok siebie osób i rozpoczynamy wyścig z podobnie związaną, konkurencyjną dwójką.

Chodzenie na szczudłach, gdzie szczudła mogą zastąpić plastikowe kubełki. Wyścigi z książkami na głowie, oczywiście tylko tymi przeczytanymi z dzieckiem albo dziecku… Kręgle, talerz Frisbee – zwykły talerz plastikowy rzucany między uczestnikami zabawy, klasyczne jojo, przeciąganie liny, gra w kapsle, która dla wielu stanowiła początek rozbudzania sportowych pasji. Dla leniwych idealną zabawą jest kółko i krzyżyk, które możemy realizować nie tylko na kartce papieru, ale też na piasku.

Jeszcze? Proszę bardzo… Petanque, które powodzenie mają do dziś, w Polsce szczególnie na Śląsku. To jedna z odmian gry „w bule”. W petanque gramy w ten sposób, że próbujemy naszymi szklanymi kulkami wybić największą, umieszczoną pośrodku dużego narysowanego np. na ziemi koła. Kule mogą być również papierowe… W grze w bule musimy tak rzucać większe, cięższe kule, by znalazły się jak najbliżej małej kulki, która – nie wiedzieć czemu – nazywa się „świnka”. Macie jeszcze jakiś problem z wymyślaniem zabaw dla dziecka?

Paweł Zawitkowski

pawel zawitkowskiFizjoterapeuta NDT-Bobath, specjalizuje się w terapii neurorozwojowej, oddechowej i terapii jedzenia. Konsultant Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie oraz Poradni Diagnostyki i Terapii Neurologicznej „POLEK". Od lat doradza rodzicom jak przez dotyk, ruch oraz zwariowane pomysły wspierać prawidłowy rozwój dzieci. www.mamotatocotynato.pl, www.facebook.com/PawelZawitkowski